W trosce o groszek wielkoprzylistkowy

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku podpisał umowę z prof. Jackiem Herbichem na ocenę stanu populacji groszku wielkoprzylistkowego w rezerwacie przyrody Opalenie. Zadanie zrealizowane zostanie w ramach projektu „Ochrona bioróżnorodności rezerwatów przyrody Pomorza”, prowadzonego przez WFOŚiGW w Gdańsku oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska.

 

Rezerwat Opalenie leży na Kociewiu, w gminie Gniew. Zajmuje 8,61 ha powierzchni. Część rezerwatu porasta stuletni las świerkowy, resztę las mieszany z licznymi gatunkami roślin ciepłolubnych, w tym groszkiem wielkoprzylistkowym. Stanowisko groszku w „Opaleniu” jest jedynym w województwie pomorskim. Rezerwat został utworzony m.in. w celu ochrony tego cennego gatunku roślin. Dzięki działaniom dofinansowanym przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku, mamy największą populację groszku wielkoprzylistkowego w Polsce – wyjaśnia Iwona Beszczyńska – kierownik Zespołu ds. Ochrony Przyrody i Edukacji Ekologicznej w WFOŚiGW w Gdańsku.  

 

Groszek wielkoprzylistkowy znajduje się pod ścisłą ochroną. Jest zagrożony wyginięciem. W Polsce występuje bardzo rzadko, badacze szacują, że tylko w 30 miejscach. W całym kraju żyje około 1 100 osobników tego gatunku. W środkowej i południowej Polsce stwierdzono spadek jego liczebności.  Rezerwat Opalenie wraz z przylegającym odcinkiem pasa drogowego jest obecnie najliczniejszym stanowiskiem  tego gatunku w Polsce i chroni nawet 1/3 krajowej populacji, mimo iż jest to miejsce na granicy zasięgu jego występowania.

 

W ramach projektu „Ochrona bioróżnorodności rezerwatów przyrody Pomorza”, przeprowadzane są metaplantacje, czyli przesiedlenia roślin z pobocza drogi w głąb rezerwatu Opalenie. Wycinane drzewa, które zacieniają stanowiska groszku i wapnowane gleby – wszystko po to, aby przesadzone rośliny miały jak najlepsze warunki do życia. To skomplikowany proces, gdyż groszek wielkoprzylistkowy jest delikatną rośliną zielną. Rośliny są wykopywane z korzeniami  i przenoszone wraz z bryłą ziemi w odpowiednie miejsce.

 

Prof. Jacek Herbich od kilkudziesięciu lat monitoruje stan populacji groszku wielkoprzylistkowego w rezerwacie Opalenie. Ocenia efektywność wykonanych zabiegów, w tym liczbę i stan roślin, które zostały przesadzone w poprzednich latach.

 

Badania nad groszkiem przylistkowym prowadzone są w ramach projektu „Ochrona bioróżnorodności rezerwatów przyrody Pomorza”. Realizujemy przede wszystkim działania ochrony czynnej służące zachowaniu populacji cennych gatunków roślin i zwierząt, poprawie stanu muraw kserotermicznych oraz stanu torfowisk i innych ekosystemów hydrogenicznych w naszym regionie. Prowadzimy również działania z zakresu edukacji ekologicznej – m. in. przygotowujemy i publikujemy artykuły prasowe na temat rezerwatów przyrody objętych projektem oraz organizujemy plenerowe warsztaty edukacyjne na temat walorów przyrodniczych, celu ochrony i zagrożeń dla poszczególnych rezerwatów – wyjaśnia Joanna Miniewicz – uczestnicząca w projekcie od początku jego realizacji, starszy inspektor w WFOŚiGW w Gdańsku.

 

Projekt „Ochrona bioróżnorodności rezerwatów przyrody Pomorza” realizowany jest ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Pomorskiego 2014-2020.

 

Barszcz Sosnowskiego zagrożeniem dla bioróżnorodności

Barszcz Sosnowskiego jest gatunkiem obcym inwazyjnym, czyli takim, który został przeniesiony poza naturalny zasięg swojego występowania i w nowych, optymalnych dla jego rozwoju warunkach, łatwo zwiększa swój areał. Dzięki odpowiednim przystosowaniom, wygrywa walkę o przestrzeń i zasoby środowiska z gatunkami rodzimymi. Skutek? Utrata cennych siedlisk i związanych z nimi gatunków.

Gatunki inwazyjne są jednym z głównych czynników powodujących utratę różnorodności biologicznej. Pozostałe to: zanikanie siedlisk i korytarzy ekologicznych, zmiany klimatu, zanieczyszczenia środowiska, nadmierna eksploatacja zasobów żywych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Barszcz Sosnowskiego w gminie Kępice zdj. K. Senger

 

Kilka słów o gatunku…

 Naturalnym obszarem występowania barszczu Sosnowskiego jest Kaukaz. Początkowo, gatunek został sprowadzony do Polski w celach badawczych (pod koniec lat 50. XX wieku). W latach 70. ubiegłego wieku polecano uprawę tej rośliny jako wysoko wartościową paszę. Okazało się jednak, że kiszonka na bazie barszczu nie była chętnie zjadana przez zwierzęta gospodarskie, a mięso i mleko od nich pozyskiwane miało zmieniony zapach i smak, co obniżało wartość handlową produktów. Coraz częściej dochodziło też do oparzeń ludzi i zwierząt mających kontakt z rośliną. Uprawy porzucono, a gatunek dzięki produkcji dużej liczby nasion i szybkim wzroście, rozsiewał się z pól na ich obrzeża.

W latach 90. ubiegłego wieku barszcz Sosnowskiego występował w Polsce nielicznie, notowany był w części północnej i południowo-wschodniej. Obecnie gatunek rośnie na terenie całej Polski. Część naukowców uważa, że zmiany klimatu sprzyjają rozprzestrzenianiu się inwazyjnych gatunków roślin i zwierząt. Ekstremalne zdarzenia pogodowe i globalne ocieplenie mogą dać niektórym gatunkom przewagę konkurencyjną.

W soku oraz wydzielinie włosków gruczołowych barszczu znajdują się związki zwane furanokumarynami, które powodują, że skóra ludzi i zwierząt staje się wrażliwsza na działanie promieni UV, przez co dochodzi do niebezpiecznych poparzeń. Reakcja na działanie toksyny nie jest natychmiastowa i objawia się najczęściej w ciągu kilkudziesięciu minut od kontaktu z rośliną (w skrajnych przypadkach do 48 godzin). Co więcej, do oparzeń może dojść nawet wtedy, kiedy nie było bezpośredniego kontaktu skóry z rośliną. Najczęściej ma to miejsce w upalne dni, kiedy unoszące się w powietrzu olejki zawierające toksynę, osiadają na powierzchni ciała. Mogą powodować również podrażnienia układu oddechowego.

Do cech, które warunkują inwazyjność tego gatunku, należą:

– wielkość (w naszych warunkach dorasta do 4, a nawet 5 metrów wysokości!),

– szybkie kiełkowanie i wzrost,

– produkcja dużej liczby nasion oraz ich długa żywotność (jeden osobnik wytwarza przeciętnie rocznie 30 000 sztuk nasion, które zachowują zdolność do kiełkowania przez kilka lat).

To wszystko sprawia, że zwalczanie tej rośliny jest bardzo trudne i wymaga systematycznych, kompleksowych działań, prowadzonych przez długi czas.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Barszcz Sosnowskiego w gminie Człuchów zdj. archiwum WFOŚiGW w Gdańsku

 

Jak zwalczać?

Wybór metody zależy od wielkości populacji, rodzaju siedliska i dostępności terenu.

Z dotychczasowych doświadczeń wynika, że najlepsze efekty dają techniki kombinowane, polegające na połączeniu dwóch lub więcej metod.

Koszenie nie eliminuje rośliny ze środowiska, natomiast zapobiega wytworzeniu nasion, a tym samym dalszemu rozprzestrzenianiu. Warunkiem jest jednak wielokrotne powtarzanie zabiegów w trakcie sezonu wegetacyjnego, aby nie dopuścić do kwitnienia. Ponadto, częste koszenie powoduje „zmęczenie” rośliny, jest ona wtedy coraz słabsza i podatna na inne zabiegi. Brak liści uniemożliwia wytwarzanie pokarmu w trakcie fotosyntezy.

Bardzo dobre efekty przynosi wykopywanie oraz przecinanie szyjki korzeniowej ostrym szpadlem. Jest to zabieg rekomendowany przy pojedynczych osobnikach oraz małych płatach. Zgodnie z publikacją Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski”, zabieg przecinania korzenia należy przeprowadzić 2-3 razy na rok przez kilka sezonów wegetacyjnych (wczesną wiosną oraz w drugiej połowie lata). Głębokość cięcia powinna wynosić poniżej 10 cm (czasem do 25 cm) od powierzchni ziemi. Zebranie przeciętych korzeni po wykonaniu zabiegu zwiększa szansę na powodzenie zwalczania.

Zabiegi chemiczne należą do tych ostatniego wyboru. Wykonuje się je zwykle poprzez punktową aplikację środka chemicznego na roślinę, przy pomocy tzw. mazacza.

Należy pamiętać, że stosowanie zabiegów chemicznych jest zabronione w bezpośrednim sąsiedztwie obszarów chronionych, w gospodarstwach ekologicznych, jak również w pobliżu zbiorników i cieków wodnych.

Więcej informacji znajduje w publikacji Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski.

Na stronie internetowej: https://barszcz.edu.pl/, dostępna jest mapa stanowisk barszczy kaukaskich w Polsce. Widząc stanowisko barszczu, należy sprawdzić, czy jest już odnotowane w bazie. Jeśli nie, można je zgłosić wykorzystując do tego aplikację.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Postępowanie w razie kontaktu z barszczem

  1. Dokładnie umyć skórę wodą z mydłem
  2. Unikać słońca – chronić skórę przed światłem słonecznym przez dwie doby
  3. Jeśli pojawią się objawy oparzenia – kontakt z lekarzem

Plastik a pandemia

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku od lat namawia, aby nie używać toreb foliowych na zakupy, plastikowych naczyń jednorazowych czy słomek. Przekonuje, że warto wodę pić z kranu, a nie z plastikowych butelek.

Plastikiem zanieczyszczone są morza i oceany. Realna jest groźba, że za kilka lat pływać w nich będzie więcej tworzyw sztucznych niż ryb. Zagrożeniem są nie tylko reklamówki, butelki i słomki. Wielkim problemem jest mikroplastik, który trafia do przewodu pokarmowego organizmów wodnych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdj. www.pexels.com

 

Torba reklamowa rozkłada się około 400 lat, natomiast butelka typu PET od 100 do nawet 1000 lat! Szacuje się, że na świecie co minutę sprzedawanych jest milion plastikowych butelek.

W dobie pandemii jednak tworzywa sztuczne jakby wróciły do łask. Zaleca się stosowanie jednorazowych rękawiczek, bez nich praktycznie nie zrobimy zakupów w żadnym supermarkecie. Chleb, owoce i warzywa opakowane są w folię.

W czasie pandemii plastik znów górą? Nastąpiło odrodzenie plastiku? Wielka Brytania przekłada wprowadzenie zakazu używania plastikowych słomek o pół roku. Powodem pandemia – krzyczą nagłówki polskich gazet.

Czy plastik naprawdę zapewnia nam pełne bezpieczeństwo w dobie pandemii? – o to zapytaliśmy Michała Pacę – eksperta branży gospodarki odpadami, autora bloga Sortownia Opinii.

Koronawirus najdłużej jest w stanie przetrwać na plastiku, po prostu dobrze się na nim czuje. O wiele lepiej niż na szkle, metalu czy papierze. Plastik nas nie chroni przed wirusem, a wręcz zwiększa szansę na jego przyniesienie ze sklepu do domu – twierdzi Michał Paca. Na przykład na bułce nie przeżyje on długo, ale na plastiku, w który bułka będzie zapakowana już tak. Jeżeli wybieram jakikolwiek towar, chociażby rybę, to nigdy nie kupię jej zapakowanej w folię. Biorę rybę bez opakowań, którą pakuję do własnego pojemnika.

Jak w takim razie robić zakupy, aby nie używać plastiku? Zawsze można wybrać małą lokalną piekarnię i chleb czy bułki zapakować do swojej torby. Owoce i warzywa kupować na bazarach oraz targowiskach i także je umieszczać we własnych woreczkach na zakupy, a w domu należy je porządnie umyć.  Michał Paca zachęca również np. do nabywania szamponu w kostkach. Jeden szampon w kostce zawinięty w papier wystarczył mi na pięć miesięcy, wcześniej w tym czasie zużywałem aż sześć butelek szamponu, oczywiście plastikowych.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zdj. www.pexels.com

 

Autor bloga Sortownia Opinii  nie zostawia złudzeń, że część obecnie używanego plastiku pozostanie w środowisku na zawsze. Polska go zutylizuje, ale dotrze on też do krajów, które sobie z tym nie poradzą. Co roku do mórz i oceanów trafia 9 milionów ton plastiku! – przestrzega. Namawia, aby całkowicie zrezygnować z opakowań, których nie można ponownie wykorzystać. Plastik nie jest taki zły, jeżeli zostanie ponownie użyty. Tak jednak na razie się nie dzieje. Apeluje, aby kupować rzeczy luzem, nie w opakowaniach. Zrezygnować z zakupu towaru w opakowaniach bezzwrotnych.

 

 

Jest pandemia. Dbaj o środowisko!

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku od lat przekonuje, że należy zrezygnować z plastikowych toreb, czy naczyń jednorazowych, a także oszczędzać wodę.

 

Warunki życia na Ziemi stają się coraz trudniejsze. Wciąż docierają do nas informacje o suszach, pożarach lasów, ekstremalnych upałach, huraganach i nawalnych deszczach, kolejnych gatunkach zagrożonych wyginięciem, wyspach śmieci na oceanach. Do większości niekorzystnych zmian w środowisku przyczynia się człowiek. Czy poprzez nasze działania możemy je zatrzymać? Z pewnością jest to bardzo trudne, ale możemy je ograniczyć. Gwałtownie zatrzymaliśmy się w pędzie, w którym żyliśmy każdego dnia. Obecnie mamy wreszcie czas, aby się zastanowić, jak możemy zmienić nasze nawyki i przyzwyczajenia, tak, aby zachować planetę dla nas i przyszłych pokoleń. Pomimo pandemii, nie zapominajmy o środowisku. Nadal oszczędzajmy wodę, poprawnie segregujmy odpady, róbmy mądre i przemyślane zakupy – przekonuje Iwona Beszczyńska – kierownik Zespołu ds. Ochrony Przyrody i Edukacji Ekologicznej WFOŚiGW w Gdańsku.

 

WFOŚiGW w Gdańsku przez trzy lata realizował kampanię informacyjno – edukacyjną „Pomorscy czują klimat”. Namawialiśmy, aby ograniczyć liczbę kupowanych towarów. Przekonywaliśmy, że lepiej naprawiać, przerabiać, cerować, a nie wyrzucać. Od lat zachęcamy, aby dawać rzeczom drugie życie. Odnawiać, reperować, a nie kupować nowe przedmioty. Teraz jest odpowiedni czas, aby zrealizować sprawy, które zawsze odkładane były na później. Zacerować dziurę w swetrze lub ze starych spodni uszyć oryginalną torbę – zachęca Małgorzata Majerczyk starszy inspektor WFOŚiGW w Gdańsku.

 

Rodzina Pomorskich – bohater kampanii – zachęcała do oszczędzania energii elektrycznej i wody, korzystania z roweru, rezygnacji z plastiku. Jak te rady mają się do obecnej sytuacji, w której wszyscy się znaleźliśmy? Czy są do zrealizowania w czasie pandemii?

 

Z roweru możemy korzystać. Teraz jest to bardzo dobry środek transportu, przyjazny dla środowiska. Należy jednak pamiętać o przestrzeganiu zasad bezpieczeństwa i higieny. Zasłaniać usta i nos maseczką, chustą lub szalikiem. Trzeba  zachować duży odstęp od innych rowerzystów. Sytuację należy oceniać na bieżąco, obserwować skąd wieje wiatr i zachować zdrowy rozsądek. Warto wybierać trasy mało uczęszczane. Nie dotykać barierek, płotów, poręcz, stojaków. A jeśli już musimy, to powinniśmy założyć rękawiczki, dokładnie myć i dezynfekować ręce.

 

W dobie pandemii ręce myjemy na każdym kroku, więcej pierzemy i myjemy dosłownie wszystko. I jak tu oszczędzać wodę? Można! Liczy się każda kropla! Należy pamiętać o podstawowych zasadach. Zamiast kąpieli, wybrać szybki prysznic. Ubrania prać tylko w pełnej pralce. Podczas mycia rąk, zębów i golenia, zakręcać wodę. Myjąc owoce, wodę zbierać do miski. Później można nią podlać kwiaty. Warto też zbierać deszczówkę.

 

A może przestać kosić trawę? Zamiast trawników proponujemy łąki! Koszona trawa może i ładniej wygląda, ale w czasie suszy daje mniej korzyści dla otoczenia. Trawa utrzymuje wilgoć i zapobiega erozji ziemi, obniża temperaturę powietrza. Trawa to także jeden z największych producentów tlenu i pochłaniaczy dwutlenku węgla. Wysokie trawy to także bioróżnorodność.

 

Dbajmy również o energię elektryczną. Gaśmy światło. Wyłączanie niepotrzebnego światła, ale i nieużywanych urządzeń (również z trybu stand by) pozwala zaoszczędzić kilkanaście procent energii. Warto zainwestować w nowoczesne ledowe oświetlenie. W kilka miesięcy o 50% zmniejszą się koszty oświetlenia. Kolejne kilowatogodziny zaoszczędzimy, tak jak w przypadku wody, zapełniając do pełna pralkę czy zmywarkę. A zupełnie na odwrót jest z czajnikiem elektrycznym! Do czajnika wlewamy tylko tyle wody, ile potrzebujemy! W gospodarstwie domowym najbardziej energochłonnym urządzeniem jest lodówka. Należy zatem pamiętać, aby ją regularnie odmrażać, nie otwierać za często, wkładać tylko schłodzone potrawy.

 

Plastik. Obecnie nie zrobimy praktycznie żadnych zakupów bez rękawic ochronnych lub w ich zastępstwie woreczków foliowych. Wiele produktów jest pakowanych w folię. Jednak i z tym problemem możemy jakoś sobie poradzić. Czy naprawdę musimy kupować wodę w plastikowych butelkach? Często widzę, jak wiele osób całymi zgrzewkami zaopatruje się w wodę. Warto też korzystać z wielorazowych maseczek ochronnych. Zdezynfekować je, wyprać, wyprasować i użyć ponownie. Namawiam też, aby domowymi sposobami zrobić żel antybakteryjny. Produkty potrzebne do jego sporządzenia można kupić w większych opakowaniach. Wyjdzie taniej i odpadów będzie mniej. Możliwości jest naprawdę wiele, nie zawsze warto iść na skróty – przekonuje Katarzyna Brejt – Koralewska – starszy inspektor WFOŚiGW w Gdańsku.

 

Bardzo istotne jest, aby zużyte maseczki i rękawice wrzucać do odpowiedniego pojemnika na odpady. Absolutnie nie można rzucać ich na chodnik, ulicę i trawnik. Zużyte wrzucamy do pojemnika na odpady resztkowe (szary lub czarny kolor).

 

Prezes Marcin Osowski w Forum Panoramy TVP3 Gdańsk

Marcin Osowski – prezes WFOŚiGW w Gdańsku był gościem Forum Panoramy w TVP3 Gdańsk. Opowiadał o pomocy szpitalom walczącym z epidemią, udziale w akcji „Zostań w domu”, kampanii „Pomorscy czują klimat” oraz realizacji programu Czyste Powietrze. Rozmowę poprowadził redaktor Piotr Świąc.

 

 

40 000 zł – taką kwotę przeznaczył Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku na utylizację zużytych ubrań, wykorzystywanych przez lekarzy, ratowników i personel medyczny podczas opieki nad chorymi na koronawirusa. Pieniądze trafią do 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku. Obecnie trwają techniczne procedury. Jestem przekonany, że do końca miesiąca środki te będą już na koncie szpitala – zadeklarował Marcin Osowski.

Redaktor Piotr Świąc dopytywał, w jaki sposób poradzić sobie z utylizacją coraz większej liczby odpadów medycznych. Szpitale mają wypracowaną ścieżkę, nie po raz pierwszy bowiem muszą sobie z takim problemem poradzić. A dla nas zalecenia służb sanitarnych są wyraźnie, maseczki, gumowe czy plastikowe rękawiczki powinny trafiać do pojemników na odpady zmieszane – tłumaczył prezes WFOŚiGW w Gdańsku. Jak powinniśmy postępować z tymi odpadami, aby jak najmniej szkodzić środowisku? – pytał redaktor TVP3 Gdańsk. Musimy zachować środki ostrożności po zużyciu tych materiałów, nie wyrzucać ich do zwykłych koszy, wymagają one bowiem obróbki w wysokiej temperaturze. Im bardziej pieczołowicie będziemy podchodzić nie tylko do ich noszenia, ale także do utylizacji, tym nasze bezpieczeństwo będzie większe – wyjaśniał prezes Marcin Osowski.  

Ogólnopolskiej akcji pomocy szpitalom walczącym z epidemią patronuje Ministerstwo Klimatu i Agencja Rezerw Materiałowych. Uczestniczy w niej 16 wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej. W sumie przekażą 3,27 mln zł.

WFOŚiGW w Gdańsku włączył się także do akcji „Zostań w domu”. Przygotował ofertę edukacyjną dla dzieci i dorosłych. Na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych zamieszczane są gry, quizy, filmy i animacje oraz poradniki wyprodukowane m.in. w ramach kampanii „Pomorscy czują klimat”. Pracownicy Funduszu namawiają również, aby dawać rzeczom drugie życie. Naprawiać, cerować, przerabiać, ale nie wyrzucać. Robić mądre i przemyślane zakupy. Nie marnować żywności. Świadomość ekologiczna powinna cechować nas na co dzień, nie tylko w czasie pandemii. Podczas robienia zakupów, nie powinniśmy korzystać z wszystkich promocji. Nie powinniśmy robić także wielkich zapasów, co można było zauważyć na początku epidemii. Często potem takie towary trafiały do kosza – przekonywał prezes Marcin Osowski. Może potrzebna jest nam refleksja, czy taki konsumeryzm jest nam w życiu potrzebny – dodał.

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku dostosowuje działalność w związku z sytuacją epidemiczną w Polsce i zagrożeniami związanymi z koronawirusem. Program Czyste Powietrze jest realizowany na bieżąco i to jest najważniejsza wiadomość dla naszych  beneficjentów. Także środki wypłacane są na bieżąco – zadeklarował prezes WFOŚiGW w Gdańsku. Stworzona została możliwość podpisania umowy i ustanowienia zabezpieczeń u notariusza. Wnioskodawcy z terenu całego województwa pomorskiego nie muszą przyjeżdżać do siedziby Funduszu, a formalności mogą załatwić u wybranego przez siebie notariusza. Nam również zależy, aby pieniądze jak najszybciej trafiły do beneficjentów na już zrealizowane inwestycje i tym samym pozytywne skutki realizacji programu odczuwalne były przez wszystkich mieszkańców województwa pomorskiego – stwierdził Marcin Osowski.

Dotychczas w województwie pomorskim złożonych zostało ponad 8 300 wniosków o dofinansowanie w ramach Czystego Powietrza na kwotę około 120 mln zł.

Całą rozmowę z prezesem Marcinem Osowskim można obejrzeć na stronie TVP 3 Gdańsk.